Choć wiele osób może pomyśleć, że życie kierowcy ciężarówki to tylko spaliny, kanapki jedzone na parkingach i wieczne korki na trasie A4, Iwona Blecharczyk pokazuje, że to także świat pasji, przygód i pewnej dozy romantyzmu. Znana jako Trucking Girl, podbiła internet swoimi vlogami, opowieściami z tras oraz – co warto podkreślić – niesamowitą charyzmą. Ale fani, poza pytaniami o skrzynie biegów i długość trasy do Lizbony, coraz częściej zadają to jedno pytanie: kto jest u boku tej charyzmatycznej kobiety? Czy partner Iwony Blecharczyk to także kierowca, czy może ktoś zupełnie spoza branży TIRów i konwojów tej planety?
Cisza przed burzą, czyli prywatność na pierwszym miejscu
Iwona Blecharczyk od lat konsekwentnie oddziela życie zawodowe od prywatnego. W czasach, gdy nawet kanapka na śniadanie potrafi stać się viralem, Trucking Girl twardo trzyma się zasady: „co się dzieje w kabinie, zostaje w kabinie”. To właśnie sprawia, że temat jej związku elektryzuje fanów bardziej niż zjazd TIRów w Sosnowcu.
Choć nie zdradza zbyt wiele, w wywiadach można wyczytać między wierszami, że w jej życiu pojawił się „ktoś wyjątkowy”. No cóż – nie trzeba być detektywem w stylu Sherlocka, by połączyć fakty. Towarzyszące zdjęcia z wakacji, komentarze „miłość na trasie” i subtelne uśmiechy mówią więcej niż tysiąc słów. Ale czy to oznacza, że iwona blecharczyk partner jest kierowcą? Nie do końca.
Trucker czy artysta? Kim może być partner Trucking Girl?
Wybór partnera życiowego przez osobę tak aktywną i niecodzienną jak Iwona musiał być równie nietypowy. W kuluarach mówi się, że jej wybranek ma równie niepokorną duszę – niekoniecznie kierowcy, ale z pewnością globtrotera. Ktoś, kto rozumie trudy noclegu na ciasnym parkingu, prysznica na stacji benzynowej i romantycznych kolacji przy stacji Shell. A co jeśli to… podróżnik lub fotograf? Pasje się zgadzają, styl życia zbliżony, a mapa Europy zapewne niejednokrotnie była ich wspólnym hobby.
Nie brakuje też teorii mówiących, iż partner Iwony Blecharczyk jest spoza branży transportowej – co może być jej sposobem na balans. Bo choć prędkości lubi wysokie, to życie prywatne może toczyć się nieco wolniejszym biegiem. I to wcale nie redukcyjnym!
Kibice kontra prywatność – relacja nie dla show
Fani niecierpliwie czekają na jakiekolwiek potwierdzenie tożsamości partnera, scrollując zdjęcia i analizując każdy filmik na YouTube jak CSI na emeryturze. Niestety (albo stety!), Iwona nie daje się wciągnąć w medialną grę. Wszystko wskazuje na to, że stawia na jakość relacji, a nie liczbę „lajków pod wspólnym selfie”.
Trzeba przyznać, że to odświeżające! W dobie social mediów, gdy wiele celebrytów robi związek bardziej z hasztagu niż z emocji, Iwona Blecharczyk pokazuje, że nie każda historia wymaga fleszy, a niektóre najpiękniejsze związki to te, które ukrywają się w cieniach kabiny Volvo FH.
Związek na wysokich obrotach
Utrzymanie relacji w zawodzie, który wymaga ciągłego podróżowania i zmian stref czasowych, brzmi jak wyzwanie z kategorii „ekstremalne”. Jednak jak twierdzi sama kierowczyni: najważniejsza jest szczerość, zaufanie i chęć wspólnego kierunku. Nawet jeśli czasem GPS zawodzi, a deszcz leje od Brna po Rotterdam.
Zatem jeśli partner Iwony rzeczywiście istnieje – a wszystko na to wskazuje – to musi być to ktoś naprawdę wyjątkowy. Ktoś, kto rozumie, że czasem trzeba przesunąć randkę, bo awaria w Hamburgu. Ktoś, kto potrafi rozmawiać przez zestaw głośnomówiący godzinami, śmiejąc się z tej samej anegdoty trzy razy pod rząd. I wie, że miłość to nie tylko wspólne kolacje, ale też… wspólne tankowanie.
Choć Iwona Blecharczyk pozostaje tajemnicza jak droga przez Alpy podczas mgły, jedno jest pewne – wśród spalin, asfaltu i niekończących się kilometrów znalazła coś więcej niż pasję. Może to właśnie jest najważniejsze w życiu na drodze? Nie liczba przejechanych tras, ale obecność kogoś, kto czeka na Ciebie po drugiej stronie CB radia. I kto wie, może kiedyś Iwona odsłoni nieco więcej kart – a wtedy cały internet usiądzie jak na kempingu, gotowy na kolejną niesamowitą opowieść z trasy.