Każdy z nas zna tę sytuację. Kupujemy bilety do kina, popcorn w rozmiarze XXL (bo przecież do filmu trzeba coś chrupać), siadamy wygodnie na fotelu i… czekamy. I to wcale nie na głównych bohaterów superprodukcji, ale na bohaterów świata marketingu: reklamy. Czasem wydaje się, że seans to tylko dodatek do festiwalu spotów. Ale ile trwają reklamy w kinie naprawdę? Czy to faktycznie przesada maruderów spod znaku „kiedyś to było”? Postaramy się rozwiać wszelkie wątpliwości z przymrużeniem oka i nutką faktów.
Witajcie w świecie reklamówek XXL
Jeśli myślisz, że reklama w kinie to kwestia kilku szybkich klipów o nowym jogurcie, jesteś w błędzie. Standardowo, blok reklamowy przed seansem trwa od 15 do 25 minut. W niektórych przypadkach — kiedy wchodzisz na największe kinowe premiery tygodnia — może dojść nawet do pół godziny. W takich sytuacjach zdążysz nie tylko zjeść połowę popcornu, ale także zadzwonić do mamy i przemyśleć życiowe wybory.
Dlaczego tyle to trwa?
Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Dla kin to sposób na dodatkowy zarobek, a dla reklamodawców — okazja, by złapać cię, zanim jeszcze oderwiesz oczy od ekranu. To trochę jak płatne wprowadzenie do filmu, z tą różnicą, że zamiast przystawki dostajesz pełne danie filmów promocyjnych. Kina współpracują z firmami reklamowymi, które zapełniają blok przedseansowy treściami dostosowanymi do tematyki danego filmu, widowni i sezonu. Święta? Będzie dużo czekolady. Lato? Czas na klimatyzatory i zimne napoje. Reklamowy świat zna każdą okazję.
Czy warto się spóźnić?
To podchwytliwe pytanie. Dla jednych odpowiedź brzmi: „tylko głupiec przychodzi punktualnie”, dla innych — „czuję się z tym brudny, ale robię to regularnie”. Fakty są takie, że oficjalna godzina seansu to czas rozpoczęcia bloku reklamowego (powiedzmy sobie szczerze — nieco przewrotnie). Sam film zaczyna się zwykle około 15–20 minut później. Zatem jeśli nie rajcują cię reklamy z wielkiego ekranu w jakości 4K z dźwiękiem Dolby Atmos, możesz pojawić się z lekkim poślizgiem i… nie stracić żadnego ujęcia. Ale uwaga: czasami zdarzają się wyjątki! Niektóre seanse dla dzieci, maratony filmowe czy pokazy specjalne startują punktualnie. Ryzyko wliczone w cenę biletu.
Reklamy lepsze niż film?
Brzmi kontrowersyjnie, ale kto z nas nie zachichotał na widok psa promującego ubezpieczenia, albo nie cmokał z zadumy, oglądając zwiastun serialu lepszego niż zapowiedziany film? Zdarza się, że spot reklamowy w kinie zrywa większe brawa niż cała dwugodzinna produkcja filmowa. Działa tu nie tylko magia dużego ekranu, ale także efekt zaskoczenia i… lepszy scenariusz, niestety. W końcu reklamy mają mało czasu, by przykuć naszą uwagę. Film ma dwie godziny. A w dzisiejszych czasach to niekoniecznie przewaga.
Rozbudowany rytuał kinomaniaka
Wbrew narzekaniom, reklamy stały się integralną częścią rytuału „pójścia do kina”. To ten moment, gdy kończymy rozpakowywać nachosy, dzwoni ostatni telefon służbowy, a spóźnialscy potykają się w przejściu, szukając swojego miejsca. To także remedium dla widzów nieprzywiązanych do punktualności — „jeszcze reklamują samochody, zdążę!”. Dla innych to czas, by zanurzyć się w atmosferę kina, powoli zapomnieć o rzeczywistości i wejść w świat filmowy. Może więc nie ma w tym nic złego, że na stronach internetowych coraz częściej wyszukujemy hasła typu: ile trwają reklamy w kinie.
Punktualność kontra rzeczywistość
I tu zaczyna się prawdziwa saga. Przyjść punktualnie — czyli przetrwać cały blok reklamowy, czy przyjść z poślizgiem i ryzykować wejście w połowie dialogu? Dylemat, który mógłby rozwiązywać sam Sherlock Holmes. A może już gdzieś ktoś go rozwiązał? Otóż tak! Jeśli chcesz dowiedzieć się dokładnie, ile trwają reklamy w kinie, znajdziesz tam pełną analizę kinowego czasu oczekiwania — punktualność kontra popcorn.
Na koniec, warto zadać sobie pytanie: czy to naprawdę takie złe? Reklamy są z nami wszędzie — na YouTube, w aplikacjach mobilnych, na ulicach. A w kinie przynajmniej są krótkimi filmami z pazurem. To trochę jak teaser życia konsumpcyjnego. Poza tym, z góry wiemy, że nie musimy ich oglądać, możemy przysnąć, odpisać na wiadomości (byle dyskretnie!) lub po prostu… zjeść ten popcorn bez stresu. Kino to nie wyścig, to przyjemność — a czekanie na film, choć czasem dłuży się niemiłosiernie, też można traktować jako jej część.